top of page

Logiczna recepta na szczęście

  • 5 dni temu
  • 4 minut(y) czytania

Czy mam receptę na szczęście? Oczywiście, że nie. W przeciwieństwie do różnego rodzaju „obiecywaczy” i „szarlatanów” od samorozwoju przyznaję, że recepty na szczęście nie znam. Dlaczego więc taki tytuł? Żeby w niego kliknąć i przeczytać kolejne zdania tego wpisu – czyli zwykły clickbait.

Recepty na szczęście nie mam. Mam jednak coś innego. Coś, co sprawia, że życie staje się prostsze, bardziej zrozumiałe i spokojniejsze. Tym czymś jest kultura logiczna. Zdaję sobie sprawę, że słowo „logika” nie budzi przyjemnych skojarzeń. A szkoda! Za chwilę pokażę, że to, co nazywam kulturą logiczną, potrafi realnie zmienić życie na lepsze. Zapraszam was w podróż do dwóch światów.



1. Świat nr 1

Witajcie w świecie nr 1. Na pierwszy rzut oka, wszystko wygląda całkiem nieźle. Zostałem tu bardzo miło przyjęty. Spotkałem ekspertów – zawsze gotowych pomóc. Polityków – pełnych ciekawych pomysłów. Dziennikarzy – którzy natychmiast wiedzą i przekazują wszystko innym. Mieszkańcy wydają się dobrze wykształceni, odważni i zaangażowani. Chętnie zabierają głos. Zwłaszcza w internecie. I wszystko naprawdę wyglądało dobrze, dopóki nie spróbowałem użyć mojej logiki.

Najpierw trafiłem na eksperta, który mówił: - Wszyscy naukowcy są zgodni. To rozwiązanie jest konieczne.

- Którzy naukowcy? – zapytałem.

 - Przecież każdy to wie. Istnieje konsensus naukowy co do tej kwestii.

Nie wiedziałem tylko gdzie i między kim. - Czy możesz wskazać choć jednego naukowca i podać jego argument?  I na tym rozmowa się skończyła.



Poszedłem więc dalej. Trwało właśnie spotkanie ze znanym politykiem. - Zapewnimy bezpieczeństwo i poprawimy jakość życia wszystkich obywateli.  Cała sala jak zahipnotyzowana biła brawo.  - W jaki sposób to zrobicie? – zapytałem. - Mamy konkretne rozwiązania.

- Jakie?

- Pracujemy nad szczegółami.

- Jakie będą koszty?

- To inwestycja w przyszłość.

Spróbowałem jeszcze raz: - Co dokładnie zostanie zrobione i na jakiej podstawie uważa Pan, że to zadziała? I wtedy pytania przestały pasować do rozmowy. Uznałem, że nic tu po mnie. Poszedłem coś zjeść.



Czekając na posiłek, sięgnąłem po artykuł znanego dziennikarza. Trafiłem na fragment: Członek partii X dopuścił się nieodpowiedzialnego zachowania. To pokazuje, z jakim poziomem odpowiedzialności mamy do czynienia w tej partii. Jedna osoba. Jedno zdarzenie. A wniosek o całej grupie. Autor nie podaje żadnych danych. Nie pokazuje skali zjawiska. Ale wniosek jest pewny i jednoznaczny. W tym momencie przestałem czytać.

W restauracji był telewizor. Trwała właśnie jakaś dyskusja. Padały tam takie słowa jak: „wolność”, „nauka”, „odpowiedzialność”, „religia”. Brzmiało poważnie.

- Zauważyłeś – powiedziałem do człowieka obok – że każdy używa tych samych słów, ale każdy rozumie je inaczej?

- Nie – odpowiedział.

- Oni mówią to samo, ale w gruncie rzeczy o czymś innym. W zasadzie nie wiedzą, o czym rozmawiają. Spojrzał na mnie z lekkim zniecierpliwieniem. - Daj spokój. Przecież wszystko jest jasne – powiedział.



Po tych kilku sytuacjach rzeczywiście wszystko stało się jasne. To nie był świat bez informacji. To był świat bez sensu. Ludzie mówią tu dużo i głośno. Nie sprawdzają. Nie definiują. Nie uzasadniają. Wielkie słowa funkcjonują bez znaczeń. Obietnice nie wymagają treści i realizacji. Tutaj nie szuka się prawdy. Szuka się potwierdzenia i poklasku. A kiedy ktoś pyta „na jakiej podstawie?” – to się go ośmiesza.



2. Świat nr 2

Chodźmy teraz do drugiego świata. Niby wszystko takie samo. A jednak coś się zmienia, bo tutaj panuje logika.

I znowu spotkałem eksperta. Mówił równie pewnie, ale tym razem potrafił podać nazwiska, argumenty, dane. Nie wszystko było oczywiste. Ale przynajmniej było o czym rozmawiać.

Na spotkaniu z politykiem też było inaczej. Nie było ogólników. Pojawił się plan. Pojawiły się liczby. Pojawiły się warunki. Nie wszystko było przekonujące. Ale przynajmniej było co sprawdzać. Co więcej – nikomu mikrofonu nie wyciszano i nikogo też nie ośmieszono.

W restauracji czytałem ten sam artykuł. Tym razem jeden przypadek nie wystarczył za dowód. Były dane. Była skala zjawiska. Pojawiły się zastrzeżenia. Nie wszystko było jednoznaczne ale i nie udawano, że jest. W telewizji leciała ta sama debata. Padały te same słowa: „wolność”, „nauka”, „odpowiedzialność”, „religia”. Ktoś jednak zatrzymał rozmowę i zapytał: „co dokładnie masz na myśli?”. Podano odpowiednie definicje. Zrobiło się wolniej, mniej efektownie, ale w końcu zaczęło być zrozumiale.



Po tych kilku sytuacjach wszystko znowu zaczęło się układać. To nie był świat bez sporów. To był świat, w którym spory miały sens. Tutaj liczy się argument, słowa mają znaczenie, a obietnice wymagają treści. Ludzie mówią wolniej. Rzadziej. Ale dokładniej. Nie wszystko jest oczywiste. I to nie jest problem. Tutaj nie szuka się potwierdzenia i poklasku. Tutaj szuka się prawdy. A kiedy ktoś pyta „na jakiej podstawie tak uważasz?”– rozmowa się nie kończy, ale dopiero zaczyna.


Zdecydowanie wolę świat nr 2 – świat, w którym obecna jest kultura logiczna.

I na koniec. Logika może nie daje szczęścia, ale ułatwia życie, wprowadza porządek, studzi emocje i łagodzi spory. O to właśnie chcę walczyć w mojej fundacji – o kulturę logiczną w codziennym życiu. Więcej o kulturze logicznej będzie w kolejnych wpisach.

A co do szczęścia? Zgodnie z logiką należałoby najpierw zapytać: czym właściwie jest szczęście? Ale to może już innym razem.

 
 
 

Komentarze


bottom of page