Mają głos. Nie narzekają. Działają
- 26 cze
- 4 minut(y) czytania
Uważam, że twierdzenie: „Polacy wiecznie narzekają” jest fałszywe. A oto krótkie uzasadnienie – z doświadczenia.

1. Początek
Jest poranek 19 czerwca (piątek). Piję kawę i myślę: co mnie tam właściwie czeka? W zasadzie nikogo nie znam. Jechać? Nie jechać? Jechać! Bo głupio się tak wycofać. No to jadę.
O godzinie 15.00 jesteśmy już w hotelu „4 Żywioły” w Falentach. Zrzucamy w pośpiechu bagaże w pokoju przy recepcji i wchodzimy do sali konferencyjnej. Siadamy dyskretnie z tyłu. Sala jest pełna.
Wszystkich wita sympatyczna pani (teraz już wiem, że to Alicja z Fundacji Batorego). Z pozoru drobna blondynka, ale wystarczy jej kilka zdań, by ludzie zaczęli się uśmiechać i by każdy poczuł się tu mile widziany i ważny.
Nie zdążyliśmy nawet wejść do pokojów, a już kolejne spotkanie. Mijając recepcję, dostajemy identyfikator z imieniem i nazwiskiem. I tak oto stajemy się pełnoprawnymi uczestnikami ZLOTU MASZ GŁOS 2026 w Falentach. Mamy chwilę, żeby się przebrać, bo zaraz uroczysta gala. Szukamy pokoju…
2. Ludzie
Zaczynamy poznawać tych, którzy tu przyjechali. Rozmawiamy. Słuchamy. Próbujemy zrozumieć, kim są ludzie, którzy zamiast spędzać weekend w domu, przyjechali tu z całej Polski – no właśnie po co? Trudno opisać ich jednym słowem. Społecznicy? Działacze? Pasjonaci? Ideowcy? Pewnie wszystko po trochu. Nie dało się poznać wszystkich. Zostało mi w głowie kilka migawek.
Przy śniadaniu rozmawiam z dziewczynami ze Środy Śląskiej. Założyły „Stowarzyszenie Włączeni”. Mają dzieci z niepełnosprawnościami. Chcą zbudować dla nich szkołę. Nie słyszę narzekania, skarg, oskarżeń. Słyszę plan działania: „chcemy stworzyć dla naszych dzieci szkołę” – taką, która da im to, czego naprawdę potrzebują. „Gdy ma się niepełnosprawne dziecko, to zapomina się o sobie” – mówi Lidia. Dlatego zorganizowały wystawę „Skrzydła” – niezwykle piękną i wzruszającą wystawę. „Przyjedziemy też do Wałbrzycha” – zapewniają. Przyjadą. Nie rzucają słów na wiatr.
Pijemy kawę z Ulą. Ula należy do „Brzeskiej Inicjatywy Bębniarskiej”. Na początku można się uśmiechnąć: bębny? Ula zaczyna opowiadać i robi to w taki sposób, że zaczynasz rozumieć, o co tu tak naprawdę chodzi. Bo tu nie chodzi tylko o bębny. Chodzi o spotkanie, o bycie razem, o łączenie pokoleń. Na tych bębnach grają całe rodziny: od małych dzieci po seniorów. Łączy ich rytm, muzyka i troska o własne miasto.
Na jednym z warsztatów jestem w grupie z dziewczynami, które pracują w szkole w Biedaczach. Mogłyby robić tylko to, co mają zapisane w umowie o pracę, albo pracować od kreski do kreski. Chcą więcej. Po godzinach tworzą bibliotekę – nie tylko jako przestrzeń dla książek, lecz jako przestrzeń dla ludzi. Chcą mieć otwarte miejsce spotkań, które będzie służyć mieszkańcom.
A propos biblioteki – w kuluarach przysłuchuję się rozmowie o czymś, co nazywa się żywą biblioteką. W tej bibliotece nie czyta się książek. Czyta się ludzi. I znowu: ktoś wpadł na pomysł, ktoś poświęcił czas, ktoś uznał, że warto.
Mógłbym tak wymieniać dalej: troska o przyrodę, o ptaki, o Ślężę, o sprawy lokalne, chodniki, miejsca parkingowe, dostępność do opieki, przejrzystość finansów miejskich jednostek, bezpieczeństwo cyfrowe, współpraca z samorządem. Ile ludzi, tyle pasji i tyle pomysłów – cała kopalnia pomysłów, które nie kończą się na gadaniu. I jeszcze jeden wniosek: nikt tu nie narzeka, nikt nie prowadzi jałowych dyskusji o polityce – nikt nie ma na to czasu.
I to jest właśnie paradoks: wielu z nich ma naprawdę poważne problemy, a mimo to znajduje jeszcze czas, żeby zrobić coś dobrego dla innych. Dla swojego miasta. Dla swojej szkoły. Dla dzieci. Dla seniorów. Dla sąsiadów.
3. Miejsce
O murach i ścianach pisać tu nie będę. Chcę wspomnieć o tych, którzy stworzyli miejsce spotkania dla tych wszystkich ludzi. Mam na myśli całą ekipę akcji Masz Głos i Fundację Batorego. Nie znam wszystkich prezesów, zastępców, koordynatorów i organizatorów. Poznałem Alicję i Annę. Poznałem Grzegorza i Karolinę z Bona Fides, którzy są koordynatorami regionalnymi akcji Masz Głos.
I myślę sobie, że dzięki Grzegorzowi i Karolinie nasza mała Fundacja Cogito naprawdę ruszyła do przodu. Zaczęła wychodzić z pomysłu w działanie. Z „może kiedyś” w „robimy”. To bardzo dużo.
4. Koniec
Był początek, więc musi być i koniec. Będzie trochę chaotycznie, bo w głowie też mamy chaos: natłok myśli, pomysłów, kontaktów i spraw, które trzeba teraz poukładać.
Niedziela, godzina 13.00. Wsiadamy do samochodu i wracamy do domu. Jesteśmy zmęczeni, ale to dobre zmęczenie. Takie, które nie odbiera sił, tylko pokazuje, że coś się wydarzyło. Razem z Fundacją Batorego zorganizujemy w Wałbrzychu dwa ważne wydarzenia. Pierwsze już 23 lipca. Mam nadzieję, że drugie też się uda.
Następnego dnia znów piję poranną kawę i myślę sobie, że pośród tych wszystkich ważnych spraw, historii i inicjatyw, o których usłyszeliśmy podczas Zlotu, znalazło się też miejsce dla małej Fundacji Cogito, która chce uczyć kultury logicznej i filozofii. Dołożyliśmy też swoją małą cegiełkę: poprowadziliśmy warsztaty z logiki – tak, z logiki – pod tytułem „Masz głos – ale czy masz argument?”. Bo logika to taka pani, która pasuje do każdego towarzystwa. Nawet jeśli czasem przychodzi nieproszona.
Są ludzie, którzy nie narzekają. Spotkaliśmy ich na Zlocie. A skoro istnieją Polacy, którzy nie narzekają, lecz działają, to zdanie „Polacy wiecznie narzekają” jest po prostu fałszywe. Zostało sfalsyfikowane w praktyce. W Falentach!
(Zdjęcia udostępnione przez akację Masz Głos)

















































Komentarze